|
 
    Rozważając o gospodarce wirtualnego państwa należy pamiętać o pewnych istotnych różnicach pomiędzy wspomnianą v-gospodarką, a gospodarką państw w realu. Najważniejszą z nich są okoliczności powstawania tych systemów. Realny, to powolna, logiczna ewolucja, wirtualny to z kolei "coś z niczego". Proces powstawania v-gospodarki jest gwałtowny: należy szybko wpompować pieniądz w obieg, zapełnić stanowiska, które z początku nie są potrzebne, wytworzyć pewną ilość dóbr materialnych i wywołać ich ruch na rynku. Tak, tylko skąd brać produkty, jeśli nie ma dość ludzi, którzy chcieli i mogliby je produkować?
    Również Scholandia musiała sobie jakoś poradzić z tym problemem. Postanowiono, że dopóki nie będzie zakładu produkcji danego produktu, to będzie on brany… z nikąd. Brzmi banalnie, naiwnie i nieuczciwie, ale patrząc na to z perspektywy - było to chyba jedyne dobre rozwiązanie. Sprzedaż produktów pochodzących ze Scholandzkich Składów Surowców (w skrócie SSS) rzeczywiście polegała na skasowaniu pieniędzy i sztucznemu dopisaniu danego produktu zamawiającej go firmie. Wywołało to jednak pożądany efekt: ruch pieniądza i dóbr (produktów z SSS). Firma A, mając na swoim magazynie produkt X mogła już wytwarzać nowy produkt Y. Mało tego: firma budowlana B, mająca produkty X, Y i Z mogła na zamówienie wybudować nowy zakład produkcji! Widać więc, że w dość krótkim czasie można by wyeliminować wiele "kosmicznych" produktów z SSS. To jednak nie jest aż takie proste. Problem tkwi bowiem w tym, że zysk ze sprzedaży w SSS był początkowo jedynym źródłem dochodu państwowego skarbca. Nic więc dziwnego, że władze nie zgodziły się od razu na eliminację wszystkich produktów branych z nikąd. Przykładem dobra, na które do dnia dzisiejszego SSS ma monopol na rynku jest Energia. Na szczęście jednak im większa aktywność gospodarcza producentów i konsumentów, im większe obroty na scholandzkim Bazarze, tym większy jest udział podatków w comiesięcznym budżecie. Gdy bilans wychodzi mocno "na plus", jest to sygnał dla Rządu, że można wyeliminować (zupełnie lub częściowo) kolejny produkt z SSS.
    Stopniowa eliminacja "kosmicznych" produktów z SSS umożliwiła Scholandii powstanie dobrze działającego systemu gospodarczego, opierającego się na aktywności wielu podmiotów gospodarczych, na wzajemnych więziach i zależnościach pomiędzy nimi, nie narażając przy tym budżetu na niebezpieczne niedobory. Gdy wspomniany proces dobiegnie końca, można będzie mówić o gospodarce zrównoważonej, ewoluującej, niewiele różniącej się już od gospodarki państw w realu.
    Ale czy aby na pewno można pokusić się o śmiałe porównania scholandzkiej v-gospodarki do gospodarki realnej. Byłoby to zbyt piękne. Niestety, w wirtualu, w Scholandii brak nam wciąż ważnego współczynnika - jakości.
Spróbujmy sobie może najpierw wyobrazić nasze codzienne, prawdziwe życie bez jakości. Każdy produkt spożywczy - równie świeży i smaczny, każde ubranie - tak samo wytrzymałe, i wygodne, każda restauracja oferowałaby dania identycznej jakości (po wizycie w każdej z nich bylibyśmy jednakowo zadowoleni). Czym miałyby wtedy konkurować ze sobą firmy? Reklamą? Nie bardzo, bo co mają reklamować? Nie można by powiedzieć, że ktoś serwuje najlepsze potrawy w mieście, ani, że ma największą tradycję, bo cóż by ona dawała. Jedyną możliwością konkurowania ze sobą byłoby obniżanie cen, co jednak w skutku doprowadziłoby pewnie do tego, że produkty byłyby sprzedawane z minimalnym, nieopłacalnym często zyskiem.
W Scholandii mamy właśnie do czynienia z podobnymi zjawiskami. Na szczęście jednak nie jest tak źle, jak by mogło być. Działacze wielu gałęzi gospodarczych potrafili się ze sobą porozumieć i uzgodnić wspólne ceny na swoje produkty, by nie dać się wciągnąć w dramatyczny wir obniżek cen, aż do granicy opłacalności. Za przykład dobrze zorganizowanego pod tym względem sektora gospodarki można podać sektor przemysłu spożywczego. Zarówno rolnicy, jak i sklepikarze i restauratorzy ustalili wspólnie dogodne ceny, dające im zysk i będące przyjazne dla nabywców. Konkurują między sobą punktualnością, profesjonalizmem obsługi, grzecznością, witrynami internetowymi, no i… reklamą, która mimo wszystko potrafi również przyciągnąć klientów.
Można więc zaryzykować stwierdzenie, że działacze szeroko pojętego przemysłu spożywczego okazali się być dojrzali, rozumieją na czym polega prowadzenie biznesu w Scholandii. Obyśmy doczekali się więcej tak dobrze zorganizowanych grup producentów i handlowców… przynajmniej, dopóki nie mamy współczynnika jakości w naszym państwie.
    Skoro znamy już najważniejsze różnice, pomiędzy systemem gospodarczym znanym z reala, a v-systemem, to warto spojrzeć bardziej praktycznie: jak najbezpieczniej i najskuteczniej rozkręcić biznes w Scholandii? 200 Arminów na starcie wystarcza, aby żyć jakiś czas, system pracy wirtualnej daje pracowitym szansę utrzymania się przy życiu przez długi czas, jednak nie daje perspektyw, zarobki wirtualnych "klikaczy" nie pozwalają na wiele więcej.
Pomocny okazuje się wtedy Bank, który prawie każdemu udzieli niewielkiego kredytu na dogodnych warunkach. Kwota o jaką możemy się ubiegać w Narodowym Banku Scholandii powinna wystarczyć na wybudowanie niewielkiego zakładu produkcji. Problem dopiero tutaj się zaczyna. Wielu niedoświadczonych nowicjuszy źle inwestuje, nie obserwuje rynku, nie potrafi zrobić wywiadu, nie konsultuje decyzji z odpowiednim ministrem. Buduje dla przykładu kolejną z rzędu farmę rolniczą, czy dziesiąty market w Królestwie i budzi się "z ręką w nocniku", gdy termin spłaty kredytu się zbliża, a inwestycja nie zwróciła się prawie w ogóle. Nieodpowiedzialnych decyzji inwestycyjnych można by przytoczyć wiele; nie o to jednak chodzi… to niewiele da, wszak stan gospodarki zmienia się ciągle. Warto jednak być świadomym, że są takie gałęzie gospodarki, istnieją takie zakłady produkcyjne, które zwrócą się szybciej, niż większość ludzi przewiduje. Jakie to zakłady? Aktualne informacje powinien zawsze posiadać Minister Gospodarki i Pracy.
Bardziej przedsiębiorczy, businesmeni z "krwi i kości" mogą wejść z kimś w spółkę lub wyemitować akcję swojej firmy na Scholandzkiej Giełdzie Papierów Wartościowych (SGPW), co w wielu okolicznościach może okazać się bardzo korzystnym rozwiązaniem. Spory kapitał kilku podmiotów gospodarczych zwykle pozwala na szybki rozwój, umożliwia kosztowniejsze inwestycje etc… Poradę w tej kwestii każdy Scholandczyk może uzyskać od prezesa SGPW, którego adres elektroniczny znajduje się na stronach Giełdy.
    Tak więc pamiętajmy, że należy nie bać się inwestować i gdzie tylko możliwe zasięgać porad fachowców w danej dziedzinie. Gdy interes już prowadzimy, bądźmy świadomi różnic, jakie dzielą gospodarkę realną od v-gospodarki, prowadźmy dialog z konkurencją, negocjacje, podejmujmy współpracę, bo to zawsze się opłaca.
|
|